W tym linku będą zamieszczane świadectwa.

Możesz napisać  na temat - co dało ( daje ) Ci pielgrzymowanie z nami, jakie są Twe przeżycia wewnętrzne.
Czy spotkałeś Boga na drodze swego pielgrzymowania. Czy otrzymałeś łaskę o którą prosiłeś.
Świadectwa pisze się po to, by oddać Bogu chwałę,

a także by umocnić innych w pielgrzymowaniu - że jeśli ja otrzymuję taką łaskę, ty również możesz otrzymać.
Można pisać na różne sposoby,  techniki i style literackie są dowolne.

Proszę by świadectwa przesyłać pod mym adresem.

 

 


"Ja kocham Ciebie, Ty zmieniasz mnie"

Może moje świadectwo nie będzie ciekawe, może nie będzie wzruszające czy porywające ze serce... Ale nie o to tu chyba chodzi.
Świadectwa są według mnie czymś w rodzaju pochwały samego siebie, za zmiany których dokonaliśmy (zazwyczaj przy Bożej pomocy). Jest to też nauka dla nas, dających świadectwo swojej wiary jak i dla innych.
Zacznę od tego, że na pielgrzymkę chciałam iść od zawsze, ale od zawsze nie mogłam...powód? "Bo nie". Z rodzicami nie wygrasz. "Czcij...." No ale wreszcie po wielu bojach udało się. Pomyślałam "huuuuuuuuuuuura !" Ale okazało się, że jestem trochę "duchowym wrakiem" ...
Spowiedź? Kategoryczne NIE! Nienawidzę , nie chcę, wstydzę się. Pamiętam pierwszą spowiedź u ks. Romana, gdzie było owe "ale ja się wstydzę" , jednak okazało się, że nie było tak strasznie:).Tu jest chyba czas na podziękowanie dla ks.Romana. Dziękuję za pomoc, za spowiedź, za radę, za wiarę we mnie, że dojdę. Tak naprawdę za to, że ksiądz we mnie wierzył chyba bardziej niż ja sama... Szczególnie za to wsparcie, gdy brakowało już sił organizmowi,a duszy Boga, jak płucom powietrza...
Wciągnął mnie wir pielgrzymkowy. Moje życie hmmm... Pewnie zapytalibyście o zmiany.
Spowiedź- jestem na TAK! (łapię kontakt z Bogiem przecież!) , Komunia- Bóg łapie mnie za serce i przenika moją duszę (trzeba się skupić na Nim, wiecie jak fajnie, prawda?;) , Modlitwa? Może nie znam wielu modlitw, ale najlepiej mi się rozmawia z NIM własnymi słowami. Msza Święta..Kiedyś z musu, albo wcale. Dziś idę bo chcę , bo wiem , że tego potrzebuję. Idę Cię odwiedzić Panie, przecież wiem, że mnie kochasz! Dostaję błogosławieństwo i wiem, że sobie poradzę, chociaż nie jest łatwo, ale Bóg jest we mnie i ze mną.

Piszę to moi dziesiątkowicze bo jak dla mnie są to ogromne zmiany. Kiedyś w moim życiu nie było czasu dla Boga. teraz jest czas, jest miejsce, wiara, ludzie. Jestem ja a ze mną Bóg. Dziękuję Wam za moją pierwsza pielgrzymkę przeżytą z Wami. Mam nadzieję, że spotkamy się z rok z naszą wiarą!:)

Beata (19.09.2010)

 

 


Grudziądz o pielgrzymce

Jeśli ktoś myśli, że młodzież z Grudziądza, która idzie w pielgrzymce z grupą "Dziesiątka Biała" to rozwydrzone dzieciaki, które nie maja co robić w wakacje, jest w niemałym błędzie. Jesteśmy w pełni świadomi, czym jest pielgrzymka i wiemy, dlaczego w niej uczestniczymy.
''Uciekaj zaś przed młodzieńczymi pożądaniami, a zabiegaj o sprawiedliwość, wiarę, miłość, pokój- wraz z tymi, którzy wzywają Pana czystym sercem.'' (2Tm 2,22)
To zdanie z listu św. Pawła apostoła do Tymoteusza w pewnym stopniu przedstawia nasze uczucia związane z marszem do sanktuarium Maryi w Częstochowie. Mimo iż jesteśmy tacy młodzi, słabi, grzeszni i dopiero zaczynamy rozpoznawanie w nas wiary, chcemy walczyć z tym wszystkim, co jest w nas grzeszne, chcemy uczyć się sprawiedliwości, chcemy żyć w prawdzie, chcemy pogłębiać naszą wiarę i nieść innym pokój, chcemy czuć miłość Boga i obdarzać miłością innych. Nie bez powodu jest tutaj wielokrotnie użyte słowo chcemy. Sam Bóg mówi do nas: "Ducha mojego chcę tchnąć w was..." (Ez 36,27). Skoro Bóg sam chce nas umacniać to, dlaczego my nie mamy Mu pokazywać, że też tego chcemy? Druga część cytatu podkreśla, że przebywając we wspólnocie, jaką z pewnością jest grupa 10 Biała, mamy możliwość wznoszenia naszych modlitw zarówno dziękczynnych jak i błagalnych wraz z innymi, którzy całym sercem modlą się na chwałę bożą: ''Dalej, zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie." (Mt 18,19).
Dlaczego idę na pielgrzymkę? To pytanie warto sobie samemu postawić przed rozpoczęciem dziewięciodniowej drogi. Odpowiedź na to pytanie jest indywidualna. Każdy ma inne doświadczenia związane z wiarą, inne problemy, inne powody by podziękować. Moja odpowiedź brzmi tak: "Parę lat temu, będąc w Medjugorie, byłem świadkiem wspaniałego cudu, akurat w tym momencie stojąc przy krzyżu dokonało się objawienie. Maryja przekazała przez Ivana kilka zdań do wiernych. W ostatnich słowach Matka Boska wyznała, że kocha nas wszystkich. To wydarzenie było dla mnie wielkim przeżyciem. Obiecałem wtedy sobie i Maryi, iż też będę mówił jej otwarcie, że ją kocham i będę popierał to czynami. Takim czynem może być właśnie udział w pielgrzymce, gdzie mogę także modlić się w intencjach, które noszę w sercu."
"Przez ogień i wodę idzie się do miejsca wytchnienia". Są to słowa błogosławionego Stanisława Papczyńskiego. Pielgrzymka jest też czasem zmagań z samym sobą. Są takie dni, podczas których jest nam ciężko, jesteśmy zniechęceni, zmęczeni i zrezygnowani. Brakuje nam wygód, telefonu, telewizji czy Internetu. Wszystko jest niczym w porównaniu z cierpieniami, które poniósł Chrystus dla naszego zbawienia. Nasze pokutowanie jest tylko małym darem, jaki możemy ofiarować Najświętszej Panience.
Mam nadzieję, że już nie ma osoby, która zastanawiała by się, co młodzież z Grudziądza robi na pielgrzymce;). Na koniec nawiążę kilka słów do wyrazu młodzież. Jesteśmy młodzi, a "Biała Dycha" składa się w większości z młodych wiekiem, a już na pewno w całości z młodych duchem. Skierujemy do Was słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II. Są one dla nas myślą przewodnią w wielu naszych wyborach życiowych: "W naszej epoce, w której dobrobyt materialny i wygoda są przedstawiane i poszukiwane jako najwyższe wartości, nie jest łatwo zrozumieć orędzie płynące z krzyża. Ale wy, drodzy młodzi, nie lękajcie się głosić Ewangelii krzyża w każdej sytuacji. Nie lękajcie się iść pod prąd!".


Damian Schneider, 17 lat

 

 


Co się dziwisz? Zbawienie mam za darmochę.
Wszystko jest łaską, to, że mogłam iść w pielgrzymce w tym roku to dopiero łaska. Zastanawiasz się czasem co takiego w niej jest, że tak pociąga i się za nią tęskni- za brudem, smrodem i zmęczeniem? Ja się zastanawiam i ...
chyba... jest dla mnie czasem nie tylko pozbywania się z mojego życia egoizmu, ale co najważniejsze czasem poświęconym dla Boga, otwarcia się na łaskę Bożą, szukaniem odpowiedzi na pytanie "Co tu zrobić, żeby zaowocowała w życiu codziennym?".
W życiu nie zawsze dostrzegam sens trudności, cierpienia. Czasem po prostu wątpię i boję się go- tak, właśnie, ale chcę nauczyć się z ufnością patrzeć w górę i zwyczajnie cieszyć się z tego, że Bóg tak po mistrzowsku mnie prowadzi. Niesamowite, że zależnie od moich potrzeb czasem jest delikatny, łagodny, a czasem jest jak piorun, co rozrywa mi serce, uderza w uśpione miejsca, zastałe w "zbyt wielkim" poczuciu bezpieczeństwa, które z kolei bywa jak bardzo ciepłe kapcie (niepotrzebne latem) -to tak, jakby stracić możliwość przeżywania młodości pełnej przygód, to tak, jakby wykraść całą namiętność z miłości... On ją przywraca! Czasem rzeczywistość- hałas nie pozwala mi usłyszeć jakiejś prawdy i Bóg daje mi tą możliwość właśnie w tym brudzie, smrodzie i zmęczeniu :).
Czas tegorocznej pielgrzymki był dla mnie pełen refleksji nad tematem szczęścia- według mnie świetnie obrazuje to fragment z Ewangelii wg Św. Mateusza o tym, jak gospodarz najmował robotników do pracy w winnicy i tym co przyszli rano i tym, co przyszli po południu wypłacił po denarze.
Jakże wspaniała i sprawiedliwa jest ta Boża "niesprawiedliwość"!
Cieszę się z tego, że już dziś mogę dzielić z moim Oblubieńcem życie i nie ma we mnie zazdrości wobec tych, co przyjdą w ostatniej chwili, wręcz uważam, że za wszelką cenę należy próbować skierować ich w stronę Jezusa, a to, że mogę żyć Eucharystią, że dostrzegam w niej samą najprawdziwszą Miłość- to jest Łaska!!!

Ania (26.08.2008)

 

 

 

„Nie siła, nie moc, ale Duch mój [dokończy dzieła] - mówi Pan Zastępów. Czymże ty jesteś, góro wysoka, dla Zorobabela? On położy kamień na szczycie, wśród radosnych okrzyków: Dzięki, dzięki za nią!” [Za 4,6-7]

 

Nie wiem jak zacząć.
Napisze wprost: Na pytanie czy czuję namacalną obecność Boga w moim życiu,
odpowiedź zgodna z prawdą brzmi: Nie. Nie umiem dostrzec Go w pięknie przyrody,
w innych nawet bardzo serdecznych ludziach.
Byłem na różnych rekolekcjach, ale niewiele to pomogło.
Widzisz ludzi radosnych, tańczących przed Panem i czujesz, że... nie czujesz.
Pomyślałem sobie, że pielgrzymka to ostatnia deska ratunku – jak to mi nie pomoże
to już chyba na zawsze zostanę z tym dziwnym ciężarem na sercu,
którego właściwie nie potrafię zdefiniować.
Czy spotkałem Boga na szlaku?
Niewątpliwie nie w ten sposób w jaki oczekiwałem.
 Czy spadł mi „kamień z serca”? Nie.
Czy doszedłem wreszcie z samym sobą do porozumienia? Nie.
Czy... Nie. Nie. Nie.
Ale dowiedziałem się jednej rzeczy:
Wiara to nie kwestia przyjemnego mrowienia w klatce piersiowej.
Wiara to WYBÓR.
Twarda męska DECYZJA: Ja, taki i taki, niezależnie od tego co akurat czuje,
 niezależnie co mi się chce, czy nie chce, niezależnie od ogromnych wątpliwości które mam w sercu,
 niezależnie do pokus, które na mnie przychodzą, postanawiam iść za Jezusem Chrystusem.
Czy warto?
x. Mateusz mówił o obietnicy Królestwa, którą dał nam Pan. Obietnicy Królestwa o które trzeba walczyć,
ale które daje szczęście – ja mu wierzę.

 

„Bądźcie trzeźwi, czuwajcie. Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu.” [1P 5, 8-9]

 

Piotrek  (5.09.2007)

 

 

 

 

 

 

"Pewien człowiek miał sen. Śniło mu się, że szedł przez plażę razem z Panem. Przez niebo przemijały sceny z jego życia. Przy każdej scenie zauważał dwa ślady stóp na piasku: jedne należały do niego, inne do Pana. Kiedy ostatnia scena z jego życia przeminęła przed nim, spojrzał z powrotem na ślady stóp na piasku. Zauważył, że wiele razy na drodze jego życia był tylko jeden szlak stóp. Zauważył także, że działo się to w najszczęśliwszym oraz w najsmutniejszym okresie jego życia. To go naprawdę zmartwiło i zapytał o to Pana: "Panie, Ty powiedziałeś, że kiedy zdecyduję się pójść za Tobą, Ty będziesz ze mną cały czas. Ale zauważyłem, że w czasie najbardziej bolesnych momentów mojego życia, był tylko jeden ślad stóp. Nie rozumiem, czemu kiedy potrzebowałem Ciebie najbardziej, Ty mnie opuszczałeś." Pan odpowiedział: "Mój synu. Moje drogie dziecko. Kocham cię i nigdy bym cię nie opuścił. W czasie twoich prób i cierpień, kiedy widziałeś tylko jeden ślad stóp, to było wtedy, kiedy niosłem cię na rękach." "

Autor: Margaret Fishback Powers

Tak właśnie jak ten człowiek i ja patrzę teraz na trzecią pielgrzymkę, która mam za sobą.
Też buntowałam się o czwartej nad ranem wyrywana ze snu głosem trąbki,
pytałam „no gdzie jesteś?” kiedy moje nogi odmawiały posłuszeństwa.
Czasem może nawet wydawało mi się, ze widzę ślady pojedynczych stóp,…ale właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, ze Ty Panie przecież mnie niosłeś.
 Niosłeś mnie melodią godzinek wyrywających mnie z mglistych zaświatów, niosłeś mnie Na dźwiękach gitary, fletu, bębna, na głosach jednoczących się w radosnym śpiewie.
Niosłeś mnie każdym bezinteresownym uśmiechem, podaną ręką,
 spojrzeniem w oczy, …Mimo że przemarzniętej, obolałej zdarzało mi się myśleć całkiem serio
 „może to wszystko jakaś jedna wielka bujda na resorach…albo raczej bujda na bąblach i sandałach…”
 Wtedy było najciężej, ale powoli rozgadałam się i dostrzegałam, że to musi być droga prawdy.
Bo dla bujdy nikt nie zerwałby się przed świtem by iść do chodźmy i najpiękniejszego „Nikąd”.
Bo z powodu bajeczki młody, przystojny facet nie biegałby w czarnej sukience rezygnując ze „świata”.
Bo dla kłamstwa kulejący na obie nogi człowiek zawraca prosto pod prysznic do ciepłego łóżka,
 a nie zajmuję się prowadzeniem po polach i manowcach 200 osób, bo pic na wodę nie zmusi nikogo do przygotowania noclegu dla zgrai idących „Gdzieśtam” ludzi,
nie zmusi do podania z uśmiechem którejśtamset herbaty, do opatrzenia zmasakrowanej nogi.

Widzę w pielgrzymce tylko, albo raczej aż tyle niezwykłego.
Nie przeżyłam nigdy jakiś niewytłumaczalnych uniesień, nie widziałam skrzydlatych aniołów,
widziałam „tylko’ księdza Marka, „tylko” Andrzejka, porządkowych,
 tubowych tylko „zwykłe” siostry i braci i tylko z jakiegoś dziwnego powodu wiem, że mam skądś siłę. Doświadczyłam, ze moje ślady nigdy nie pozostaną samotne.
Przede mną trudny rok-matura, szkoła muzyczna do później nocy i chociaż wiem,
ze jutro Asia nie obudzi mnie swoją trąbką, chociaż godzinki mogę sobie pomruczeć w zatłoczonym autobusie, chociaż nikt nie krzyknie „biała wstajemy!” kiedy zasnę nad kolejną praca domowa,
chociaż siedząc na ostatnich piątkowych lekcjach nie usłyszę pocieszającego „jesteśmy skandalicznie blisko” wiem, ze skoro wtedy się udało to teraz też po prostu się uda.
 Bo dzięki wszystkim zapisanym gdzieś w sercu chodźmy drobnostkom nauczyłam się dostrzegać takie „przypadki” w zwykłej codzienności.
 Takie chodźmy niby nieznaczące fakty jak ten, ze ksiądz na eucharystii rozpoczynającej rok szkolny
wypowiada zdanie: „…Zycie jest drogą, pielgrzymka a jej celem są bramy Królestwa…”

Czy chodźmy takie ,ze, kiedy zostałam poproszona o napisanie tego tekstu rozłożyłam bezradnie ręce, a potem przypadkiem otworzyłam zapomnianą książkę , a wiersz Olszewskiego powiedział  wszystko za mnie:

 

„Dwie życia połowy’

Wyszedłem z moim Bogiem-zza kapliczek cichych-

Na szerokie gościńce: nie groźny już wicher

I burze już nie srogie, bo dziś na tych drogach

idę z mym Bogiem. Odnajduję Boga

w czynach tych, którzy Jego nie znając Imienia

-Jego spełniają wole i Jego życzenia.

 

Razem z trudem milionów z uśmiechem milionów

Uderza dziś w niebo, do Bożego tronu

-moja praca i radość. Niby w wielkiej hucie-

Palimy w wspólnym piecu: ja i inni ludzie

-naszymi godzinami…

 

Razem z trudem narodu, z wysiłkiem milionów-

Uderza dzisiaj w niebo, do bożego tronu

-moja praca uparta

 

Pracą i pokojem

Rośnie Twoje królestwo. Przyjdź Królestwo Twoje.

 

Pragnę, aby godziny upartych wysiłków

(…)-te drobniutkie pyłki

Rozproszone w olbrzymim pióropuszu dymu,

Płynących z naszych fabryk i hut, i kominów

-dotarły do stóp Jego.

 

 

 Olka  (3.09.2007)

 

 

 

 

 

 

Idziemy na Syjon!!!

 

 

Miłość jest jedynym darem, 
który mnoży się przez podział
i właśnie czas pielgrzymki jest momentem,
kiedy można dostrzec to dosłownie gołym okiem.
Mimo trudów pielgrzymowania serce wypełnione jest nieopisaną radością,
a każda siostra czy brat są Ci niezwykle bliscy.
Na pielgrzymce uświadamiasz sobie, że nie jesteś sam, że są wokół Ciebie ludzie,
 którzy tak samo jak ty idą do domu Boga przez całe życie.
Ten czas dziewięciu dni pomaga uświadomić sobie,  jaki jest cel naszego życia,
że pomimo tego jak często czujesz się samotny i niezrozumiały,
 to masz świadomość,  że nie jesteś jedyny,
a wokół Ciebie są ludzie tak samo grzeszni i tak samo potrzebujący ludzkiej i Bożej miłości.
 Człowiek, który uświadomi sobie jak bardzo potrzebuje bliźniego,
 aby być zbawionym będzie potrafił kochać i dzielić ten dar między braci i siostry.
Dlatego pielgrzymka jest tak ważną częścią mojego życia,
bo tam uczę się doceniać to czym Bóg mnie obdarował.

razem idziemy na Syjon!!!



Dorota  
(30.08.2007)

 

 

 

 

Dlaczego chcę pójść kolejny raz...

 

 

Czekam z tęsknotą na ten czas dziewięciodniowego spotkania...
To szczególny czas, gdy mogę z bliska poprzyglądać się sobie i swoim relacjom.

Chcę, więc pozostawić rozpędzone życie, zabieganie o „wszystko”, problemy  dnia codziennego. Chcę odseparować się, aby poprzez inny trud-trud drogi i modlitwy- spojrzeć z dystansem na moją pogmatwaną ostatnio rzeczywistość.

Pielgrzymowanie to dla mnie również, a może przede wszystkim, poznawanie samej siebie. Odkrywanie swoich słabości, ale i nauka ich pokonywania.
To lekcja wyzbywania się egoizmu, lecz także bycia pokornym, gdy inni dzielą się ze mną.
 

Czekam z tęsknotą na ten czas dziewięciodniowego spotkania...
To dla mnie ważny czas, mający wiele wartości.
 

Poranne pobudki o 4.30, gdy rosa spływa po namiocie, a chłód „wbija” z powrotem do śpiworka.
Kubek gorącej herbaty otrzymywanej wraz z uśmiechem z Kuchni.
Eucharystia pomiędzy stodołą, a kurnikiem z którego dobiega pianie koguta o świcie......
 

Panie, przychodzisz do mnie tu, gdzie właśnie jestem – zziębnięta, niedomyta, z obolałymi nogami. Przychodzisz codziennie ze swoją Miłością i dajesz nowe spojrzenie zaspanym oczom. Czy potrafię to dostrzec sercem?
Eucharystie na podwórkach – to do nich tęsknię najbardziej, bo najmocniej do mnie przemawiają.

Czekam też na spotkania z ludźmi, których znam i których nie znam – by uczyć się słuchać i rozmawiać. 
I na radosne wygłupy czekam, bo bez nich byłoby mi szaro i posępnie.
 

Czekam z tęsknotą na ten czas dziewięciodniowego spotkania

jak dobrze, ze już nadchodzi....

Elżbieta   ( 2.08.2007 )

 

 

 

 


W stronę jasności...

 
 

 

Gdy zakryłeś oblicze, ogarnęła mnie trwoga...

 

W pewnym momencie pozostał już tylko niemy krzyk. Wszystko co dotychczas było motorem działań, nagle straciło sens. Czarny lej, który wciąga. Już bardzo blisko krawędź rozpaczy. Więc cóż? Przyspieszyć nieuchronny koniec? Tak gra depresja. Ale resztkami sił krzyczę:

 

Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną..!

 

Delikatnie zacząłeś gładzić moje ramię. Zrobiło się jakby cieplej. Powolutku ściągałeś czarne błoto z moich oczu. „Widzę jasność!!” – krzyczałam w duszy. „Co teraz? Co robić Panie dalej??” A Ty, tak po prostu mówisz mi: }„Idź do Niej. Skoro widzisz jasność – idź na Jasną.” Dobra, Boże, złowiłeś mnie. Idę.

 

 

Trzymaj mocno wędkę, Panie!

 

Wychodzimy. Pierwszy odcinek. Godzinki, śpiew, klaskanie w dłonie. Nie mogę wbić się w ten rytm. Gardło zaciśnięte, ręce w kieszeni. To nie dla mnie. Próbuję pojąć istotę tego, sens pielgrzymowania. Nie mogę. Po co iść, skoro można dojechać?? ;)) Ogólna niechęć, chyba nie chcę tu być. I nagle stawiasz przede mną jednego z braci, mówisz do mnie przez drugiego człowieka. Łapię sens: idę do Niej. Potężne szarpnięcie wędki. Dzięki Panie.

 

Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze...

 

Poznajemy się. Nowe miejsca, nowe twarze, nowa... życzliwość. Boże, skąd w tych ludziach tyle serdeczności, tyle bezprzyczynnej, wzajemnej sympatii. Podchodzi do mnie obcy człowiek, wita się ze mną jak z własną siostrą i uśmiecha się. A w tym uśmiechu Twoje śmiejące się oczy, Chryste. Jak to możliwe? Prawdziwe pojednanie co dnia. Niesamowite.

 

Zacznijcie wargi nasze...

 

Jak można było żyć bez Godzinek? Dzień, każda jego pora, nabiera sensu. Czas odliczany modlitwą – wreszcie czas na nią: prawdziwą, w skupieniu, a zarazem ze spojrzeniem w niebo, w korony drzew. Ileż myśli, ciepłych próśb, gorzkich przeprosin i radosnych podziękowań. Ileż ludzi, tych którzy zostali w domu, idzie ze mną w mojej modlitwie. No i Ty, ciągle czuję, że maszerujesz obok.

 

Tęczo wszechmocną ręką z pięknych farb złożona...

 

A wokół tego wszystkiego – cudowne, polskie lato; przepiękne krajobrazy. Nie ma chwili, żeby zapomnieć, jak dużo Ciebie wszędzie. Wschód słońca, mgły nad pastwiskami, błękitne przestwory, wielkie białe chmury, a nisko: złoto zbóż i soczysta zieleń. I ciągle zmiana, wciąż inny widok. Zatem: Alleluja i do przodu! ;)

 

Matko ma...

 

Jesteśmy. Doszłam. I co? Nie ma łez, wielkiego wzruszenia? Nie. Jest zupełne wyciszenie. Jakiż spokój... W pokornej kontemplacji zaczynam czuć ciężar tego, co przeżyłam... Lekki i słodki ciężar.

 

Urosły mi skrzydła. Na nich odleciałam do domu.

Bogu chwała.

Natalia     ( 2005 )